wtorek, 9 kwietnia 2013

wypocina #1 - 'autobusem'

Włożyłam do ucha jedną słuchawkę i zaczęłam kiwać się rytmicznie do piosenki 'Belive'. Naprzeciwko mnie siedział wysoki chłopak, z karmelowymi włosami. Był pochylony nad Iphonem, pisał SMSa.
Schował telefon do kieszeni i podniusł głowę.
'Louis Tomlinson' pomyślałam, ale po chwili zrozumiałam, że to nie mógłby być on, gwiazdy nie jeżdżął 'tak sobie' autobusami.
- Masz bilet? - spytał.
- Na pewno nie dla ciebie.
- Nie o to chodzi, pytam czy skasowałaś bilet.
- Co cie to obchodzi? Kanar jesteś?
- Nie skasowałaś - uśmiechnął się triumfalnie.
- Nie twój interes.
Odwróciłam się w strone okna.
- Moge ci dać bilet. - uśmiechnął się.
- Spadaj. - mróknęłam. Był już mój przystanek.
- Do zobaczenia. - powiedział, gdy wychodziłam z autobusu. Ten głupkowaty uśmieszek nie znikał mu z twarzy.
*
- Moge się dosiąść? - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka o karmelowych włosach.
- Prześladujesz mnie? - jęknęłam.
- Wracam tym autobusem do domu. - wzruszył ramionami.
- Chyba zaczne wracać do domu na piechotę.
Usiadł na fotelu obok.
- I co się tak szczerzysz? - warknęłam.
- Wesoło mi.
Westchnęłam. Co za tępak.
- Napewno nie chcesz biletu? - spytał.
- Odwal się.
- OK, Ale tam jest kanar. - wskazał tył autobusu, gdzie facet w granatowym mundurze sprawdzał bilet staruszki w czerwonym berecie.
- Dobra, daj ten bilet. - mróknęłam z niechęcią.
- Przecierz nie chciałaś! - zaczął się ze mną droczyć.
- A teraz chce. - naprawde mnie wnerwiał.
- Magiczne słowo?
- Wal się.
Przede mną stanął kontroler.
- Bilet prosze.
- Ja... - chciałem się tłumaczyć, ale 'Karmel' przeszkodził mi.
- Chyba to twój bilet. Leżał na ziemi. - podał mi karteczke. Kontroler sprawdził, oddał mi i podszedł do niego.
- Bilet prosze.
- Nie mam.
- Prosze pujść za mną.
Po tym gdy wyszli długo jeszcze patrzyłam za okno, nie mogąc uwierzyć, w to, co zrobił dla mnie chłopak. To wariat. Albo szalenie kochana osoba.
*
- Dzięki. - mróknęłam, gdy tylko wsiadł.
- Za co? - spytał. Chyba kochał mnie wnerwiać.
- Wiesz za co.
- Wiem, ale chce to usłyszeć z twoich ust.
- To masz problem.
Siedzieliśmy obok siebie w milczeniu.
Wyjęłam papierosa.
- Nie pal. - wyjął mi go z ust.
- Bo co? - próbowałam mu go odebrać.
- Bo umrzesz. - powiedział i wyrzucił go za okno. Westchnęłam.
- Jak minął dzień?
- A co cie to obchodzi?
- Nic, ciekawy jestem.
- Odchrzań się.
Patrzyłam za okno. Pogoda była ładna, przyszła wiosna.
- Gumę? - spytał Karmel wyciągając w moją strone czerwone opakowanie. Wzięłam jedną.
- Dzięki. - mróknęłam wkładając ją do ust.
- Mieszkasz tu blisko?
- Uwziąłeś się?!
- Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Nie da się z tobą gadać.
- To nie otwieraj jadaczki.
Obrażona wyszłam z autobusu.
*
- Znowu kanar. - mróknął. Zlekceważyłam to.
- Masz. - podał mi swój bilet.
- Niespodzianka. - uśmiechnęłam się i wyjęłam z kieszeni bilet.
- WOW, zechciało ci się łaskawie wydać dwa złote! - powiedział sarkastycznie. Jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
- Lubisz mnie? - spytał.
- Nie da się z tobą wytrzymać, ale jesteś OK. - uśmiechnął się na moje słowa.
Daliśmy kanarowi bilety. Sprawdził i oddał.
- A tak wogule to nie znam twojego imienia.
- Mela. - podałam mu rękę.
- Louis.
Zaśmiałam się.
- Ta. Louis. I pewnie jeszcze Louis Tomlinson?
- Tak.
- Beznadziejnie poczucie humoru. - stwierdziłam.
- Przecierz nie żartuje.
Westchnęłam.
- Ogarnij się, może jesteś fanem 1D, ale to nie znaczy, żebyś przebierał się za jednego z członków zespołu!
- Ale...
- Dziwny jesteś! - krzyknęłam i wyszłam z autobusu.
*
Popatrzyłam na moją tapetę na telefonie. Fałszywy Louis serio pasował do prawdziwego. Tylko szkoda, że był oszustem.
- Hej. - uśmiechnął się wsiadając do autobusu i siadając obok mnie.
- Ty to masz do mnie anielską cierpliwość.
Zaśmiał się.
- Troche. Ale słodko się na mnie wkurzasz.
- Dzięki.
- Chcesz pujść ze mną do kina? - spytał niespodziewanie.
- Kiedy? Teraz? - zdziwiłam się.
- Jak masz czas. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Musi go twarz boleć od tego szczerzenia się, choć musze przyznać, że naprawdę lubie tego gamonia.
- No to na jaki film?
*
Staliśmy pod kinem. Film był fajny, 'NibyLouis' miał gust. Padał deszcz, było już ciemno.
- Dzięki za seans. - powiedział.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
Odwróciłam się i chciałam pobiec ulicą, ale w ostatniej złapał moją rękę. Przybliżył się do mnie i dotknął wargami moich ust. Czuć było od niego czekoladą i truskawkami, a jego usta były miękkie i idealnie pasowały do moich.
Całowaliśmy się namiętnie moknąc w deszczu. W końcu oderwał się ode mnie, puścił moją rękę, a ja pobiegłam w ciemność. Byłam przemoczona i szczęśliwa jak nigdy.
*
Laptop okropnie się zacinał. Przeglądałam strone plotkarską w poszukiwaniu czegoś o moim ulubionym zespole.
Moja przyjaciółka Hana wysłała mi SMSa, co u mnie. Obie uwielbiałyśmy 1D.
Chciałam jej odpisać, gdy nagle zobaczyłam nagłówek "1D poznają fanów". Kliknęłam.
"Chłopcy z zespołu 1D postanowili poznać swoich fanów! Codziennie jeżdżą autobusami poznając nowych ludzi..."
- O mój Boże. - szepnęłam.
Popatrzyłam jeszcze raz na SMS do Hany i odpisałam:
'Całowałam się dziś z Louisem Tomlinsonem. Nic wielkiego.'
*
- Louis! - rzuciłam mu się na szyję.
- O, wreszcie mi uwierzyłaś! - uśmiechnął się.
- Zamknij mordę. - szepnęłam i pocałowałam go.

2 komentarze: