Po 1 :
Nie wiem czy moje wypociny przypadną komuś do gustu, więc jeżeli spodoba ci się coś, to proszę o skomentowanie bądź szotałt bloga na tt.
Hejterów prosze o pujście do domu.
Po2 :
Jeżeli chcesz być informowany o moich wypocinach, napisz w komentarzu bądź napisz do mnie na tt - jestem @Louis_wife_BRO.
Po3 :
Będę raczej dodawać posty w weekend. Co tydzień, max 2.
Se ya!
Jednokierunkowe wypociny ;*
wtorek, 9 kwietnia 2013
wypocina #3 - '5w1' 2
Liam
Czytałem w spokoju książkę i wszystko było by OK gdyby do mojego pokoju nie wparował nagle Niall.
- Masz coś słodkiego? - spytał, przetrząsając moje szafki.
- Nie. - mróknąłem.
- A orzeszki w czekoladzie?
- Zjadłeś mi je wczoraj.
- To może nachosy?
- Nie mam. Nie lubie nachosów.
- A żelki?
Westchnąłem.
- Dobra, dobra.
Wychodził już zrezygnowany z pokoju, gdy nagle odwrócił się.
- Masz wolne popołudnie? - spytał.
- A co? Je też chcesz zjeść? - zaśmiałem się z własnego żartu.
- Nie, tylko, że Nathan dzwonił. Pytał czy do niego nie wpadniemy, chce nam pokazać nową gre.
- Możemy. - odłożyłem książkę.
- No to jedźmy już teraz!
Zayn
Perrie miała racje - jej przyjaciółka Jann była naprawdę bardzo miła. Wyglądem była zupełnie przeciętna. Miała schludne ubranie i włosy związane w wysoki kok.
- Słuchajcie, będę się powoli zbierać, przychodzi do mnie koleżanka.
- Znam ją? - zaciekawiła się Perrie.
- Może. Znasz Danielle?
- Opowiadałaś mi coś o niej.
- To ona do mnie przychodzi.
- Zayn, odwieziesz Jann? - zwróciła się do mnie moja dziewczyna.
- Okey - uśmiechnąłem się.
Liam
Weszliśmy razem z Niallem do domu Nathana. Przywitał nas w salonie, gdzie od razu rzuciły mi się w oczy damskie czasopisma.
- Mieszkasz z dziewczyną? - spytał Nathana Niall.
- Z siostrą. Mieszka obok, ale te dwa mieszkania, to jak jedno.
Weszliśmy do jego pokoju, gdzie od razu usiedliśmy przy komputerze.
Po około godzinie usłyszeliśmy dźwięk zamka.
- Wróciłam Nathan! - usłyszeliśmy melodyjny głos.
Po w pokoju były już dwie, śliczne dziewczyny.
Niall
Piękna była. Ta druga też, ale troche mniej. No i kulała.
- Co się stało? - spytał Liam, bo dziewczyna zachwiała się i upadła na fotel.
-Danielle potknęła się i chyba ma coś z kostką.
- Zawioze cie na pogotowie. - zdecydował szybko Liam. Chciał zrobić dobre wrażenie na Jann, widziałem to. Ładna była.
Wziął tą Danielle na ręce i uśmiechając się, zaniusł ją do samochodu.
- Wyskocze na chwile do sklepu po jakąś fante, czy coś. - powiedział Nathan - zaopiekuj się Niallem żeby nie wysadził nam domu, OK?
Jego siostra zaśmiała się. Usiadła na łóżku i popatrzyła na mnie. Poczułem motyle w brzuchu.
- Ty jesteś Niall, tak? - spytała, a ja kiwnąłem głową. Chciałem zapytać ją o imię, ale nie mogłem otworzyć ust. Ta śliczna brunetka strasznie mnie onieśmielała.
- Małomówny jesteś. - popatrzyła na mnie dużymi, błękitnymi oczami. Uśmiechnąłem się.
Harry
- Chodźmy tam!
- Boże, Lou! Ile można chodzić po sklepach?!
Chciałem już wrócić do domu, było mi gorąco i duszno.
- Już tylko tam! - uśmiechnął się Louis - jest sobota!
- To nie znaczy, że możesz mnie męczyć! - jęczałem dalej.
Loui zatrzymał się przed wystawą jakiegoś sklepu. Popatrzyłem w bok i wtedy ktoś na mnie wpadł.
- Przepraszam! - usłyszałem - tak bardzo mi przykro, nie chciałam!
- To ja przepraszam. - potarłem guza na głowie.
- To ty. - uśmiechnęła się, znajoma mi twarz. Tak, to była ta kelnerka, Jennette.
- Cześć.
Podszedł do nas Loui.
- Jannette, to jest Louis, mój dobry przyjaciel, Lou, to moja znajoma.
Podał jej rękę szczerząc białe zęby.
- A co ty tu robisz? - spytałem, pocierając kciukiem o palec wskazujący.
- Chodze po sklepach, szukam czegoś na prezent dla mojej przyjaciółki, Dan.
- Pomoge ci! - Louis, jak zawsze szalony wziął nas za ręce i pociągnął do sklepu z upominkami. Przez kolejne pół godziny wybieraliśmy prezent. Loui cały czas wygłupiał się, ale przestał, po tym gdy rozbił porcelanowy dzbanek, który włożył sobie na głowe.
W końcu Jannette wybrała mocno czerwone kolczyki i wyszliśmy ze sklepu.
- To gdzie teraz? Na sushi czy pizze? - spytał Lou, jakby oczywiste było, że zjemy z nią obiad.
- Ja muze już iść. - Jannette spojrzała na zegarek - śpiesze się, bo przyjaciel ma do mnie przyjść. Do zobaczenia! - uśmiechnęła się i już jej nie było.
- Miła była. - uśmechnął się Louis - zechce pani, szanowna pani Styles pujść ze mną na sushi?
- Na koniec świata i jeszcze dalej!
Czytałem w spokoju książkę i wszystko było by OK gdyby do mojego pokoju nie wparował nagle Niall.
- Masz coś słodkiego? - spytał, przetrząsając moje szafki.
- Nie. - mróknąłem.
- A orzeszki w czekoladzie?
- Zjadłeś mi je wczoraj.
- To może nachosy?
- Nie mam. Nie lubie nachosów.
- A żelki?
Westchnąłem.
- Dobra, dobra.
Wychodził już zrezygnowany z pokoju, gdy nagle odwrócił się.
- Masz wolne popołudnie? - spytał.
- A co? Je też chcesz zjeść? - zaśmiałem się z własnego żartu.
- Nie, tylko, że Nathan dzwonił. Pytał czy do niego nie wpadniemy, chce nam pokazać nową gre.
- Możemy. - odłożyłem książkę.
- No to jedźmy już teraz!
Zayn
Perrie miała racje - jej przyjaciółka Jann była naprawdę bardzo miła. Wyglądem była zupełnie przeciętna. Miała schludne ubranie i włosy związane w wysoki kok.
- Słuchajcie, będę się powoli zbierać, przychodzi do mnie koleżanka.
- Znam ją? - zaciekawiła się Perrie.
- Może. Znasz Danielle?
- Opowiadałaś mi coś o niej.
- To ona do mnie przychodzi.
- Zayn, odwieziesz Jann? - zwróciła się do mnie moja dziewczyna.
- Okey - uśmiechnąłem się.
Liam
Weszliśmy razem z Niallem do domu Nathana. Przywitał nas w salonie, gdzie od razu rzuciły mi się w oczy damskie czasopisma.
- Mieszkasz z dziewczyną? - spytał Nathana Niall.
- Z siostrą. Mieszka obok, ale te dwa mieszkania, to jak jedno.
Weszliśmy do jego pokoju, gdzie od razu usiedliśmy przy komputerze.
Po około godzinie usłyszeliśmy dźwięk zamka.
- Wróciłam Nathan! - usłyszeliśmy melodyjny głos.
Po w pokoju były już dwie, śliczne dziewczyny.
Niall
Piękna była. Ta druga też, ale troche mniej. No i kulała.
- Co się stało? - spytał Liam, bo dziewczyna zachwiała się i upadła na fotel.
-Danielle potknęła się i chyba ma coś z kostką.
- Zawioze cie na pogotowie. - zdecydował szybko Liam. Chciał zrobić dobre wrażenie na Jann, widziałem to. Ładna była.
Wziął tą Danielle na ręce i uśmiechając się, zaniusł ją do samochodu.
- Wyskocze na chwile do sklepu po jakąś fante, czy coś. - powiedział Nathan - zaopiekuj się Niallem żeby nie wysadził nam domu, OK?
Jego siostra zaśmiała się. Usiadła na łóżku i popatrzyła na mnie. Poczułem motyle w brzuchu.
- Ty jesteś Niall, tak? - spytała, a ja kiwnąłem głową. Chciałem zapytać ją o imię, ale nie mogłem otworzyć ust. Ta śliczna brunetka strasznie mnie onieśmielała.
- Małomówny jesteś. - popatrzyła na mnie dużymi, błękitnymi oczami. Uśmiechnąłem się.
Harry
- Chodźmy tam!
- Boże, Lou! Ile można chodzić po sklepach?!
Chciałem już wrócić do domu, było mi gorąco i duszno.
- Już tylko tam! - uśmiechnął się Louis - jest sobota!
- To nie znaczy, że możesz mnie męczyć! - jęczałem dalej.
Loui zatrzymał się przed wystawą jakiegoś sklepu. Popatrzyłem w bok i wtedy ktoś na mnie wpadł.
- Przepraszam! - usłyszałem - tak bardzo mi przykro, nie chciałam!
- To ja przepraszam. - potarłem guza na głowie.
- To ty. - uśmiechnęła się, znajoma mi twarz. Tak, to była ta kelnerka, Jennette.
- Cześć.
Podszedł do nas Loui.
- Jannette, to jest Louis, mój dobry przyjaciel, Lou, to moja znajoma.
Podał jej rękę szczerząc białe zęby.
- A co ty tu robisz? - spytałem, pocierając kciukiem o palec wskazujący.
- Chodze po sklepach, szukam czegoś na prezent dla mojej przyjaciółki, Dan.
- Pomoge ci! - Louis, jak zawsze szalony wziął nas za ręce i pociągnął do sklepu z upominkami. Przez kolejne pół godziny wybieraliśmy prezent. Loui cały czas wygłupiał się, ale przestał, po tym gdy rozbił porcelanowy dzbanek, który włożył sobie na głowe.
W końcu Jannette wybrała mocno czerwone kolczyki i wyszliśmy ze sklepu.
- To gdzie teraz? Na sushi czy pizze? - spytał Lou, jakby oczywiste było, że zjemy z nią obiad.
- Ja muze już iść. - Jannette spojrzała na zegarek - śpiesze się, bo przyjaciel ma do mnie przyjść. Do zobaczenia! - uśmiechnęła się i już jej nie było.
- Miła była. - uśmechnął się Louis - zechce pani, szanowna pani Styles pujść ze mną na sushi?
- Na koniec świata i jeszcze dalej!
wypocina #2 - '5w1' 1
Harry
- Dziękuje. - uśmiechnąłem się do kelnerki, która podała mi herbatę.
Była ładna, nie powiem, że nie. Niższa ode mnie, ciemne, długie włosy opadały na jej plecy. Jestem pewiem, że wiedziała o moim zespole i rozpoznała mnie, bo wpatrzyła się we mnie jak w obraz znanego malarza. Próbowałem udawać, że tego nie widze, ale było to trudne.
Gdy skończyłem herbatę, nieznajoma, piękna kelnerka podeszła do mojego stolika by zabrać filiżankę.
- Przepraszam, mogłabym autograf? - usłyszałem jej melodyjny głos.
- Jasne. - uśmiechnąłem się - nie wiedziałem, że mój zespół ma tak piękne fanki.
- Tak naprawde, to nie jestem fanką. - zaczerwieniła się - moje siostry uwielbiają One Direction i z pewnością ucieszyłby je twój autograf.
- Aaa... - nie wiedziałem co powiedzieć, tylko uśmiechałem się jak głupi.
*Dalej Styles, wymyśl coś by ją zatrzymać.*
- A nie ucieszyłyby się bardziej, gdyby spotkały mnie na żywo? - spytałem.
Zdziwiła się lekko moją propozycją. Była słodka kiedy się denerwowała.
- Pewnie, ale kończe prace dopiero za dwie godziny.
- Możesz przyjść z nimi o 19 do parku naprzeciwko. - próbowałem, aby ton mojego głosu nie był nieprzyjemny, jakbym się narzucał. Nie to nie, wybieraj.
- Świetnie. - uśmechnęła się promiennie - nawet nie wiesz, jakie będą szczęśliwe. Są z nich prawdziwe Directioner.
Uśmiechnąłem się. Zapłaciłem i położyłem na stoliku spory napiwek. Ostatni raz na nią spojrzałem i wyszedłem z kawiarni.
Zayn
- Musisz ją poznać! - Perrie upierała się dalej - to super dziewczyna, moja dobra przyjaciółka. Niedawno wyprowadziła się od rodziców i wprowadziła się do Londynu.
- Nie moge, Niall prosił mnie...
- Dobrze, masz jakiś wolny czas w tym tygodniu?
- Dla ciebie zawsze mam czas. - musnąłem wargami jej usta. Zaśmiała się.
- Jutro po śniadaniu?
- Wedle życzenia.
Harry
Czekałem na ławce, nerwowo ruszając nogą. Nuciłem pod nosem naszą nową piosenke, której tekstu miałem się nauczyć na czwartek.
Trzy postacie, zbliżały się chodnikiem. Rozpoznałem piękną kelnerkę. Jej siostry wyglądały na 13, może 14 lat i były bliźniaczkami. Po chwili dopiero zoriętowałem się, że jedna z nich jest na wózku inwalidzkim.
Przeczesałem niedbale włosy ręką, wstałem z ławki i uśmiechnąłem się szeroko, jak menadżer kazał nam na zdjęciach. Bliźniaczki zauważyły mnie natychmiast. Zdrowa natychmiast pobiegła do mnie.
- Harry Styles? - spytała wybauszając oczy.
- Jak widać... - westchnąłem, a ona rzuciła mi się na szyję.
Po chwili podjechała też ta na wózku. Nie była tak wybuchowa jak ta pierwsza - podała mi spokojnie dłoń.
- To jest Vanessa - kelnerka wskazała tą wtuloną we mnie - a to Cher.
- Możemy sobie zrobić z tobą zdjęcie? - spytała, a raczej wykrzyczała Vanessa, jakby myślała, że jej nie usłysze, albo ją zignoruje.
Stanęły obok mnie i zaczęły szczerzyć się do aparatu. Ich siosta zrobiła nam masę zdjęć, co troche mnie zmęczyło.
- Dobra dziewczyny, koniec sesji. Wracajcie do domu.
Szczęśliwe pobiegły, a raczej jedna pobiegła, druga pojechała szybko w strone, skąd wcześniej przyszły.
- Nie idziesz z nimi? - zdziwiłem się.
- Musze jeszcze pojechać do centrum handlowego. Trzy przesiadki autobusem.
- Podwioze cię. - zaoferowałem.
- Nie chce ci robić kłopotu. Już i tak poświęciłeś się dla moich sióstr.
- Nie ma problemu. Chodź, mam tu blisko samochód.
Wsiedliśmy do mojego auta.
- Urodziłeś się w Holmes Chapel? - spytała.
- Tak. Skąd wiesz?
- O innych chłopakach z zespołu mało wiem. Najwięcej o tobie i Zaynie, ponieważ Vanessa jest twoją żoną, a Cher Malika.
- Acha. Masz jeszcze jakieś rodzeństwo?
- Starszego brata. A ty?
- Siostrę.
- Skręć tutaj. To już blisko.
Podjechaliśmy pod centrum handlowe.
- Naprawde, bardzo dziękuję za podwózke.
- Zobaczymy się jeszcze?
- Nie wiem.
- Daj mi swój numer telefonu.
Podałem jej Iphon'a. Szybko wstukała numer.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęła się i pobiegła w strone drzwi.
Chciałem zapisać jej kontakt, gdy nagle coś mi się przypomniało.
- Czekaj! Jak masz na imie?!
- Jennette! - odkrzyknęła i zniknęła w drzwiach obrotowych.
- Dziękuje. - uśmiechnąłem się do kelnerki, która podała mi herbatę.
Była ładna, nie powiem, że nie. Niższa ode mnie, ciemne, długie włosy opadały na jej plecy. Jestem pewiem, że wiedziała o moim zespole i rozpoznała mnie, bo wpatrzyła się we mnie jak w obraz znanego malarza. Próbowałem udawać, że tego nie widze, ale było to trudne.
Gdy skończyłem herbatę, nieznajoma, piękna kelnerka podeszła do mojego stolika by zabrać filiżankę.
- Przepraszam, mogłabym autograf? - usłyszałem jej melodyjny głos.
- Jasne. - uśmiechnąłem się - nie wiedziałem, że mój zespół ma tak piękne fanki.
- Tak naprawde, to nie jestem fanką. - zaczerwieniła się - moje siostry uwielbiają One Direction i z pewnością ucieszyłby je twój autograf.
- Aaa... - nie wiedziałem co powiedzieć, tylko uśmiechałem się jak głupi.
*Dalej Styles, wymyśl coś by ją zatrzymać.*
- A nie ucieszyłyby się bardziej, gdyby spotkały mnie na żywo? - spytałem.
Zdziwiła się lekko moją propozycją. Była słodka kiedy się denerwowała.
- Pewnie, ale kończe prace dopiero za dwie godziny.
- Możesz przyjść z nimi o 19 do parku naprzeciwko. - próbowałem, aby ton mojego głosu nie był nieprzyjemny, jakbym się narzucał. Nie to nie, wybieraj.
- Świetnie. - uśmechnęła się promiennie - nawet nie wiesz, jakie będą szczęśliwe. Są z nich prawdziwe Directioner.
Uśmiechnąłem się. Zapłaciłem i położyłem na stoliku spory napiwek. Ostatni raz na nią spojrzałem i wyszedłem z kawiarni.
Zayn
- Musisz ją poznać! - Perrie upierała się dalej - to super dziewczyna, moja dobra przyjaciółka. Niedawno wyprowadziła się od rodziców i wprowadziła się do Londynu.
- Nie moge, Niall prosił mnie...
- Dobrze, masz jakiś wolny czas w tym tygodniu?
- Dla ciebie zawsze mam czas. - musnąłem wargami jej usta. Zaśmiała się.
- Jutro po śniadaniu?
- Wedle życzenia.
Harry
Czekałem na ławce, nerwowo ruszając nogą. Nuciłem pod nosem naszą nową piosenke, której tekstu miałem się nauczyć na czwartek.
Trzy postacie, zbliżały się chodnikiem. Rozpoznałem piękną kelnerkę. Jej siostry wyglądały na 13, może 14 lat i były bliźniaczkami. Po chwili dopiero zoriętowałem się, że jedna z nich jest na wózku inwalidzkim.
Przeczesałem niedbale włosy ręką, wstałem z ławki i uśmiechnąłem się szeroko, jak menadżer kazał nam na zdjęciach. Bliźniaczki zauważyły mnie natychmiast. Zdrowa natychmiast pobiegła do mnie.
- Harry Styles? - spytała wybauszając oczy.
- Jak widać... - westchnąłem, a ona rzuciła mi się na szyję.
Po chwili podjechała też ta na wózku. Nie była tak wybuchowa jak ta pierwsza - podała mi spokojnie dłoń.
- To jest Vanessa - kelnerka wskazała tą wtuloną we mnie - a to Cher.
- Możemy sobie zrobić z tobą zdjęcie? - spytała, a raczej wykrzyczała Vanessa, jakby myślała, że jej nie usłysze, albo ją zignoruje.
Stanęły obok mnie i zaczęły szczerzyć się do aparatu. Ich siosta zrobiła nam masę zdjęć, co troche mnie zmęczyło.
- Dobra dziewczyny, koniec sesji. Wracajcie do domu.
Szczęśliwe pobiegły, a raczej jedna pobiegła, druga pojechała szybko w strone, skąd wcześniej przyszły.
- Nie idziesz z nimi? - zdziwiłem się.
- Musze jeszcze pojechać do centrum handlowego. Trzy przesiadki autobusem.
- Podwioze cię. - zaoferowałem.
- Nie chce ci robić kłopotu. Już i tak poświęciłeś się dla moich sióstr.
- Nie ma problemu. Chodź, mam tu blisko samochód.
Wsiedliśmy do mojego auta.
- Urodziłeś się w Holmes Chapel? - spytała.
- Tak. Skąd wiesz?
- O innych chłopakach z zespołu mało wiem. Najwięcej o tobie i Zaynie, ponieważ Vanessa jest twoją żoną, a Cher Malika.
- Acha. Masz jeszcze jakieś rodzeństwo?
- Starszego brata. A ty?
- Siostrę.
- Skręć tutaj. To już blisko.
Podjechaliśmy pod centrum handlowe.
- Naprawde, bardzo dziękuję za podwózke.
- Zobaczymy się jeszcze?
- Nie wiem.
- Daj mi swój numer telefonu.
Podałem jej Iphon'a. Szybko wstukała numer.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęła się i pobiegła w strone drzwi.
Chciałem zapisać jej kontakt, gdy nagle coś mi się przypomniało.
- Czekaj! Jak masz na imie?!
- Jennette! - odkrzyknęła i zniknęła w drzwiach obrotowych.
wypocina #1 - 'autobusem'
Włożyłam do ucha jedną słuchawkę i zaczęłam kiwać się rytmicznie do piosenki 'Belive'. Naprzeciwko mnie siedział wysoki chłopak, z karmelowymi włosami. Był pochylony nad Iphonem, pisał SMSa.
Schował telefon do kieszeni i podniusł głowę.
'Louis Tomlinson' pomyślałam, ale po chwili zrozumiałam, że to nie mógłby być on, gwiazdy nie jeżdżął 'tak sobie' autobusami.
- Masz bilet? - spytał.
- Na pewno nie dla ciebie.
- Nie o to chodzi, pytam czy skasowałaś bilet.
- Co cie to obchodzi? Kanar jesteś?
- Nie skasowałaś - uśmiechnął się triumfalnie.
- Nie twój interes.
Odwróciłam się w strone okna.
- Moge ci dać bilet. - uśmiechnął się.
- Spadaj. - mróknęłam. Był już mój przystanek.
- Do zobaczenia. - powiedział, gdy wychodziłam z autobusu. Ten głupkowaty uśmieszek nie znikał mu z twarzy.
*
- Moge się dosiąść? - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka o karmelowych włosach.
- Prześladujesz mnie? - jęknęłam.
- Wracam tym autobusem do domu. - wzruszył ramionami.
- Chyba zaczne wracać do domu na piechotę.
Usiadł na fotelu obok.
- I co się tak szczerzysz? - warknęłam.
- Wesoło mi.
Westchnęłam. Co za tępak.
- Napewno nie chcesz biletu? - spytał.
- Odwal się.
- OK, Ale tam jest kanar. - wskazał tył autobusu, gdzie facet w granatowym mundurze sprawdzał bilet staruszki w czerwonym berecie.
- Dobra, daj ten bilet. - mróknęłam z niechęcią.
- Przecierz nie chciałaś! - zaczął się ze mną droczyć.
- A teraz chce. - naprawde mnie wnerwiał.
- Magiczne słowo?
- Wal się.
Przede mną stanął kontroler.
- Bilet prosze.
- Ja... - chciałem się tłumaczyć, ale 'Karmel' przeszkodził mi.
- Chyba to twój bilet. Leżał na ziemi. - podał mi karteczke. Kontroler sprawdził, oddał mi i podszedł do niego.
- Bilet prosze.
- Nie mam.
- Prosze pujść za mną.
Po tym gdy wyszli długo jeszcze patrzyłam za okno, nie mogąc uwierzyć, w to, co zrobił dla mnie chłopak. To wariat. Albo szalenie kochana osoba.
*
- Dzięki. - mróknęłam, gdy tylko wsiadł.
- Za co? - spytał. Chyba kochał mnie wnerwiać.
- Wiesz za co.
- Wiem, ale chce to usłyszeć z twoich ust.
- To masz problem.
Siedzieliśmy obok siebie w milczeniu.
Wyjęłam papierosa.
- Nie pal. - wyjął mi go z ust.
- Bo co? - próbowałam mu go odebrać.
- Bo umrzesz. - powiedział i wyrzucił go za okno. Westchnęłam.
- Jak minął dzień?
- A co cie to obchodzi?
- Nic, ciekawy jestem.
- Odchrzań się.
Patrzyłam za okno. Pogoda była ładna, przyszła wiosna.
- Gumę? - spytał Karmel wyciągając w moją strone czerwone opakowanie. Wzięłam jedną.
- Dzięki. - mróknęłam wkładając ją do ust.
- Mieszkasz tu blisko?
- Uwziąłeś się?!
- Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Nie da się z tobą gadać.
- To nie otwieraj jadaczki.
Obrażona wyszłam z autobusu.
*
- Znowu kanar. - mróknął. Zlekceważyłam to.
- Masz. - podał mi swój bilet.
- Niespodzianka. - uśmiechnęłam się i wyjęłam z kieszeni bilet.
- WOW, zechciało ci się łaskawie wydać dwa złote! - powiedział sarkastycznie. Jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
- Lubisz mnie? - spytał.
- Nie da się z tobą wytrzymać, ale jesteś OK. - uśmiechnął się na moje słowa.
Daliśmy kanarowi bilety. Sprawdził i oddał.
- A tak wogule to nie znam twojego imienia.
- Mela. - podałam mu rękę.
- Louis.
Zaśmiałam się.
- Ta. Louis. I pewnie jeszcze Louis Tomlinson?
- Tak.
- Beznadziejnie poczucie humoru. - stwierdziłam.
- Przecierz nie żartuje.
Westchnęłam.
- Ogarnij się, może jesteś fanem 1D, ale to nie znaczy, żebyś przebierał się za jednego z członków zespołu!
- Ale...
- Dziwny jesteś! - krzyknęłam i wyszłam z autobusu.
*
Popatrzyłam na moją tapetę na telefonie. Fałszywy Louis serio pasował do prawdziwego. Tylko szkoda, że był oszustem.
- Hej. - uśmiechnął się wsiadając do autobusu i siadając obok mnie.
- Ty to masz do mnie anielską cierpliwość.
Zaśmiał się.
- Troche. Ale słodko się na mnie wkurzasz.
- Dzięki.
- Chcesz pujść ze mną do kina? - spytał niespodziewanie.
- Kiedy? Teraz? - zdziwiłam się.
- Jak masz czas. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Musi go twarz boleć od tego szczerzenia się, choć musze przyznać, że naprawdę lubie tego gamonia.
- No to na jaki film?
*
Staliśmy pod kinem. Film był fajny, 'NibyLouis' miał gust. Padał deszcz, było już ciemno.
- Dzięki za seans. - powiedział.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
Odwróciłam się i chciałam pobiec ulicą, ale w ostatniej złapał moją rękę. Przybliżył się do mnie i dotknął wargami moich ust. Czuć było od niego czekoladą i truskawkami, a jego usta były miękkie i idealnie pasowały do moich.
Całowaliśmy się namiętnie moknąc w deszczu. W końcu oderwał się ode mnie, puścił moją rękę, a ja pobiegłam w ciemność. Byłam przemoczona i szczęśliwa jak nigdy.
*
Laptop okropnie się zacinał. Przeglądałam strone plotkarską w poszukiwaniu czegoś o moim ulubionym zespole.
Moja przyjaciółka Hana wysłała mi SMSa, co u mnie. Obie uwielbiałyśmy 1D.
Chciałam jej odpisać, gdy nagle zobaczyłam nagłówek "1D poznają fanów". Kliknęłam.
"Chłopcy z zespołu 1D postanowili poznać swoich fanów! Codziennie jeżdżą autobusami poznając nowych ludzi..."
- O mój Boże. - szepnęłam.
Popatrzyłam jeszcze raz na SMS do Hany i odpisałam:
'Całowałam się dziś z Louisem Tomlinsonem. Nic wielkiego.'
*
- Louis! - rzuciłam mu się na szyję.
- O, wreszcie mi uwierzyłaś! - uśmiechnął się.
- Zamknij mordę. - szepnęłam i pocałowałam go.
Schował telefon do kieszeni i podniusł głowę.
'Louis Tomlinson' pomyślałam, ale po chwili zrozumiałam, że to nie mógłby być on, gwiazdy nie jeżdżął 'tak sobie' autobusami.
- Masz bilet? - spytał.
- Na pewno nie dla ciebie.
- Nie o to chodzi, pytam czy skasowałaś bilet.
- Co cie to obchodzi? Kanar jesteś?
- Nie skasowałaś - uśmiechnął się triumfalnie.
- Nie twój interes.
Odwróciłam się w strone okna.
- Moge ci dać bilet. - uśmiechnął się.
- Spadaj. - mróknęłam. Był już mój przystanek.
- Do zobaczenia. - powiedział, gdy wychodziłam z autobusu. Ten głupkowaty uśmieszek nie znikał mu z twarzy.
*
- Moge się dosiąść? - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka o karmelowych włosach.
- Prześladujesz mnie? - jęknęłam.
- Wracam tym autobusem do domu. - wzruszył ramionami.
- Chyba zaczne wracać do domu na piechotę.
Usiadł na fotelu obok.
- I co się tak szczerzysz? - warknęłam.
- Wesoło mi.
Westchnęłam. Co za tępak.
- Napewno nie chcesz biletu? - spytał.
- Odwal się.
- OK, Ale tam jest kanar. - wskazał tył autobusu, gdzie facet w granatowym mundurze sprawdzał bilet staruszki w czerwonym berecie.
- Dobra, daj ten bilet. - mróknęłam z niechęcią.
- Przecierz nie chciałaś! - zaczął się ze mną droczyć.
- A teraz chce. - naprawde mnie wnerwiał.
- Magiczne słowo?
- Wal się.
Przede mną stanął kontroler.
- Bilet prosze.
- Ja... - chciałem się tłumaczyć, ale 'Karmel' przeszkodził mi.
- Chyba to twój bilet. Leżał na ziemi. - podał mi karteczke. Kontroler sprawdził, oddał mi i podszedł do niego.
- Bilet prosze.
- Nie mam.
- Prosze pujść za mną.
Po tym gdy wyszli długo jeszcze patrzyłam za okno, nie mogąc uwierzyć, w to, co zrobił dla mnie chłopak. To wariat. Albo szalenie kochana osoba.
*
- Dzięki. - mróknęłam, gdy tylko wsiadł.
- Za co? - spytał. Chyba kochał mnie wnerwiać.
- Wiesz za co.
- Wiem, ale chce to usłyszeć z twoich ust.
- To masz problem.
Siedzieliśmy obok siebie w milczeniu.
Wyjęłam papierosa.
- Nie pal. - wyjął mi go z ust.
- Bo co? - próbowałam mu go odebrać.
- Bo umrzesz. - powiedział i wyrzucił go za okno. Westchnęłam.
- Jak minął dzień?
- A co cie to obchodzi?
- Nic, ciekawy jestem.
- Odchrzań się.
Patrzyłam za okno. Pogoda była ładna, przyszła wiosna.
- Gumę? - spytał Karmel wyciągając w moją strone czerwone opakowanie. Wzięłam jedną.
- Dzięki. - mróknęłam wkładając ją do ust.
- Mieszkasz tu blisko?
- Uwziąłeś się?!
- Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Nie da się z tobą gadać.
- To nie otwieraj jadaczki.
Obrażona wyszłam z autobusu.
*
- Znowu kanar. - mróknął. Zlekceważyłam to.
- Masz. - podał mi swój bilet.
- Niespodzianka. - uśmiechnęłam się i wyjęłam z kieszeni bilet.
- WOW, zechciało ci się łaskawie wydać dwa złote! - powiedział sarkastycznie. Jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
- Lubisz mnie? - spytał.
- Nie da się z tobą wytrzymać, ale jesteś OK. - uśmiechnął się na moje słowa.
Daliśmy kanarowi bilety. Sprawdził i oddał.
- A tak wogule to nie znam twojego imienia.
- Mela. - podałam mu rękę.
- Louis.
Zaśmiałam się.
- Ta. Louis. I pewnie jeszcze Louis Tomlinson?
- Tak.
- Beznadziejnie poczucie humoru. - stwierdziłam.
- Przecierz nie żartuje.
Westchnęłam.
- Ogarnij się, może jesteś fanem 1D, ale to nie znaczy, żebyś przebierał się za jednego z członków zespołu!
- Ale...
- Dziwny jesteś! - krzyknęłam i wyszłam z autobusu.
*
Popatrzyłam na moją tapetę na telefonie. Fałszywy Louis serio pasował do prawdziwego. Tylko szkoda, że był oszustem.
- Hej. - uśmiechnął się wsiadając do autobusu i siadając obok mnie.
- Ty to masz do mnie anielską cierpliwość.
Zaśmiał się.
- Troche. Ale słodko się na mnie wkurzasz.
- Dzięki.
- Chcesz pujść ze mną do kina? - spytał niespodziewanie.
- Kiedy? Teraz? - zdziwiłam się.
- Jak masz czas. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Musi go twarz boleć od tego szczerzenia się, choć musze przyznać, że naprawdę lubie tego gamonia.
- No to na jaki film?
*
Staliśmy pod kinem. Film był fajny, 'NibyLouis' miał gust. Padał deszcz, było już ciemno.
- Dzięki za seans. - powiedział.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
Odwróciłam się i chciałam pobiec ulicą, ale w ostatniej złapał moją rękę. Przybliżył się do mnie i dotknął wargami moich ust. Czuć było od niego czekoladą i truskawkami, a jego usta były miękkie i idealnie pasowały do moich.
Całowaliśmy się namiętnie moknąc w deszczu. W końcu oderwał się ode mnie, puścił moją rękę, a ja pobiegłam w ciemność. Byłam przemoczona i szczęśliwa jak nigdy.
*
Laptop okropnie się zacinał. Przeglądałam strone plotkarską w poszukiwaniu czegoś o moim ulubionym zespole.
Moja przyjaciółka Hana wysłała mi SMSa, co u mnie. Obie uwielbiałyśmy 1D.
Chciałam jej odpisać, gdy nagle zobaczyłam nagłówek "1D poznają fanów". Kliknęłam.
"Chłopcy z zespołu 1D postanowili poznać swoich fanów! Codziennie jeżdżą autobusami poznając nowych ludzi..."
- O mój Boże. - szepnęłam.
Popatrzyłam jeszcze raz na SMS do Hany i odpisałam:
'Całowałam się dziś z Louisem Tomlinsonem. Nic wielkiego.'
*
- Louis! - rzuciłam mu się na szyję.
- O, wreszcie mi uwierzyłaś! - uśmiechnął się.
- Zamknij mordę. - szepnęłam i pocałowałam go.
Subskrybuj:
Posty (Atom)